4 listopad 2008

Fanboys. To bedzie film wart zobaczenia. 

2 wrzesień 2008

Bardzo ciekawy tekst na temat strategii Google w Japonii. Unikac konfrontacji, wejsc tylnimi drzwiami. Cos co mogloby sie udac Microsoftowi, gdyby potrafil zachowac dla siebie fakt, ze chce walczyc i pokonac Google.

27 lipiec 2008

Sukces to bardzo niebezpieczna sprawa. Dla firmy takiej jak Apple moze to oznaczac tyle, ze stanie sie Microsoftem.

11 lipiec 2008

Wlasnie wrocilem z kina. Jestem pod wrazeniem. Swietna zabawa, swietne wykonanie. Dreamworks kolejny raz sie bardzo postaral. A jesli nie wiesz o co chodzi to zobacz trailer (najlepiej na full screen) (przynajmniej zanim go zdjema):

A tTutaj do zobaczenia moja nowa tapeta. ;)

2 lipiec 2008

Bardzo inspirujaca prezentacja. Pokazcie ja swoim szefom, pracownikom, wspólpracownikom. Ruch ku Enterprise 2.0 jest z pewnoscia czyms wartym uwagi.

A tutaj dodatkowo na temat mobilnosci:

28 czerwiec 2008

NYTimes ma ciekawy tekst na temat “Wodospadow” w nyc, instalacji wykonanej przez islandzkiego artyste, Olafura Ellisona. Glownym tematem jest jednak pieniadz i to ile miasto zarobi na zainteresowaniu jakie ta instalacja wywola. Szkoda, ze wiekszosc miast nie widzi sensu w tym by inwestowac w rzeczy niezwykle. Odpowiednio szalona i duza instalacja generuje zysk.

19 czerwiec 2008

Poprzedni wpis spotkal sie z dosc szeroka odpowiedzia, chyba za malo wyraznie wykazalem ironie sytuacji. Wiec moze troche dokladniej, punktami, nie bede nawet rozdzielal argumentow na temat wpisu i na tematy ogolne, techniczne, sytuacyjne, zachecam do refleksji:

  • oczywiscie, ze to nic nie zmienia czy pobieramy to milion czy miliard razy
  • oczywiscie, ze bzdura jest zapisywac sie na wszystkie akcje w stylu “robmy cos co i tak nic nie znaczy”, to jest sedno sprawy.
  • rekord bylby rekordem obojetnie jaki bylby wynik, wczesniej nie bylo nawet takiej kategorii
  • ironia jeszcze wieksza (dla tych co wyzwali mnie czujac, ze obraza sie ich honor narodowy itp) jesli wracamy do ambicji sciagania sie z innymi, Polske przescignela nawet Litwa
  • tak, wiem, liczniki rosna caly czas, co to zmienia? beda rosnac w nieskonczonosc, w naszym kraju 30% uzytkownikow ma firefoxa, to kwestia czasu az autoupdate zmieni wszystkim wersje  na 3
  • jedni przypominali, ze to dopiero poczatek akcji, ze serwery nie dzialaly, ze inne strefy czasowe maja przewage bo nie musza isc spac po 20. tyle, ze jak dowodzi przyklad niemiec, uk, hiszpanii, niewielka to robilo roznice.
  • nie mialem zamiaru wyrzucac nikomu tego, ze zawodzi mozille, to jakie mamy teraz miejsce na liscie jest w gruncie rzeczy malo istotne i nie zmieni nic w zyciu kogokolwiek
  • kompromitacja polski nie nastepuje w skali swiatowej, tylko wewnetrznej, a okazja firefoxa jest w tym przypadku tylko wspomniana okazja. analogiczna sytuacje mozna znalezc w kazdych innych wydarzeniach gdzie nasze deklaracje przekladaja sie na dzialania. chociazby frekwencja w wyborach.
  • zaglebiajac sie w sprawe: uzytkownicy firefoxa to ponoc ta zaawansowana czesc polskiej sieci, wiec czy cala ta akcja nie oddaje tego na ile nasza zaawansowana spolecznosc internautow jest w stanie dzialac, wplywac, organizowac sie, chocby wobec malych akcji?

Czy teraz wyrazilem sie jasniej?

18 czerwiec 2008

Pomysl z tym by bic rekord Guinnessa w dniu wydania Firefoxa 3 byl swietny. Nie ma lepszej reklamy. Wszyscy chetnie rzucilismy sie na nowa wersje ulubionej przegladarki, wszyscy chetnie tez zapisalismy sie duzo wczesniej jako jedni z tych, co to chca pomoc rozpowszechnic dobre imie Firefoxa.

Wyszlo to nam na tyle dobrze, ze bylismy drugim krajem az tak bardzo chetnym do pobierania nowego lisa (pierwsze oczywiscie byly Stany Zjednoczone). Pojawila sie tez akcja by jeszcze wiecej z nas sie zglosilo.

image

Gorzej, ze gdy przyszlo co do czego to dalismy grupowo dupy i wyszla jedna wielka kompromitacja.

ffx

Ilu z nas ruszylo do pobrania? W chwili kiedy to pisze liczba wynosi 68607 osob. Ile pobrano w krajach gdzie nie bawiono sie w akcje obywatelskie?

  • Niemcy: 163,143,
  • Hiszpania:116,086,
  • Kanada:133,446,
  • Brazylia:116,447,
  • Japonia:126,924,
  • USA: 1,043,009

Co mi to przypomina? Ostatnio popularne akcje na to by zmieniac wyniki ankiet w gazetach calego swiata. Wszystko wyglada ladnie, pieknie, gdy trzeba sie zglosic to jestesmy pierwsi i chetnie ruszamy przed szereg. Gdy przychodzi co do czego to niestety nie mozna nas nigdzie znalezc, przypadkiem robimy cos innego, zapominamy, tracimy zainteresowanie, olewamy.

Dlatego moze czas skonczyc z tymi glupimi akcjami spolecznymi i przestac promowac nasze cwaniactwo i brak konsekwencji?

ps. Firefox 3 jest swietny. Do pobrania tutaj.

ps2. Drobne wyjasnienie dla tych, ktorym emocje przeslonily refleksje, i dla ktorych nie wyrazilem sie zbyt jasno

17 czerwiec 2008

Trafilem na wykopie na ciekawy tekst konsultanta iPlusa. Polecam lekture, warto poznac punkt widzenia osoby siedzacej po drugiej stronie sluchawki gdy cos sie psuje.

I jesli nawet szanuje ten punkt widzenia to za cholere sie z nim nie zgodze, nie przyjme z humorem ani tym bardziej nie popre. Oto dlaczego:

Rozumiem, ze korporacje dzialaja w sposob chaotyczny i wypelniony biurokracja. Rozumiem, ze pracownik mysli w kategoriach (w kolejnosci):

  • Ja
  • my, czyli nasz pokoj/najblizsi pracownicy
  • my, czyli nasz dzial
  • my, firma (niemal na koncu)
  • (a jeszcze dalej, i to w wyjatkowej sytuacji) my, firma z misja skierowana na klientow

Rozumiem, ze trudno jest przyjac takie stanowisko gdy przez 7h odbiera sie telefony, nie watpie, jest to trudne, meczace i wypalajace psychicznie. Rozumiem tez, ze biurokracja w firmie jest znaczaca (na co wskazywalyby wszedobylskie, celebrowane wskaznikach efektywnosci, maly nacisk na zrozumienie klienta, i ogromny nacisk na przerabianie klientow w czasie). Kilka wymienionych przypadkow jest absurdalnych, racja, ale kto ponosi odpowiedzialnosc za przyczyne i skutek?

Rozumiem tez, ze zwyczajny konsultant ma zerowy wplyw na prawdziwe przyczyny problemow, jakie rozwiazywac musi codziennie. Mowie o przyczynach, ktore wyrastaja z dzialow marketingow a potem przechodzac przez produkcje, IT, itd ciagna sie przez kolejne etapy ignorancji i biurokracji po czym koncza u klienta, ktory:

  • ma rozny poziom wiedzy
  • ma niejednakowe mozliwosci zdobycia nowej wiedzy
  • jedyne czego pragnie to uniknac usterki i bolu, ze znowu cos nie dziala
  • nie ma czasu bo nikt mu nie placi za jego tracenie na usterki
  • nie jest w stanie czytac regulaminu stworzonego przez prawnikow i dla prawnikow a nie dla uzytkownikow
  • nawiazuje kontakt gdy jest do tego zmuszony, gdy juz pojawiaja sie emocje, glownie gniew lub bezradnosc
  • nie ma najmniejszego pojecia jak zbudowana jest struktura korporacji w jakiej pracujesz, jakie jest twoje miejsce w lancuchu odpowiedzialnosci za problem jaki go spotyka, dla niego jestes twarza korporacji, rzecznikiem tego jak cala firma chce rozwiazac ten problem
  • produkt, jego techniczne aspekty, nie sa sensem jego dnia pracy a jedynie narzedziem

Dlatego te rozne charakterystyki klientow przedstawione przez Pana Tomka na blogu stanowia dla mnie jedynie dowod na to, jak bardzo odrealnione jest podejscie konsultantow do swojej pracy. Konsultant to doradca, a dobry doradca to osoba, ktora rozumie druga strone i jej sytuacje oraz emocje.

Moze to czas sobie zadac pytanie czy w pelni rozumie sie swoja prace i jej wymagania?

Szkoda, ze prawdopodobnie czekaja autora nieprzyjemnosci za ten tekst, bo niestety, dla kazdego z jego przelozonych bedzie to uszkodzenie wizerunku firmy, i watpie by przyznawali za to nagrody.

Dlatego jedyne co moge poradzic to by przedstawil wtedy tym przelozonym moj tekst, a nastepnie niech zastanowia sie razem czy ta korporacja uczy sie we wlasciwy sposob poprzez kontakt z klientem, czy ich rozwoj jest zorientowany na klienta, czy, w czasach gdy call center jest dodawany do kazdego produktu jak ketchup do frytek nie warto wlozyc tych pieniedzy w lepszy produkt, albo chociazby lepsze zrozumienie tych, ktorzy sa po drugiej stronie sluchawki bo znowu cos nie dziala.

Dodatkowo polecam fragment z ksiazki Vadima Makarenko “Tajne sluzby kapitalizmu” (zwlaszcza konczace zdanie) w ktorym dosc mocno podkreslono istote rozumienia klienta. W tekscie jest duzy nacisk na badania, ale w rzeczywistosci zrozumienie zaczyna sie od empatii, refleksji i wyobrazni.

Magazyn Slate postanowil, ze napisze jak sie pisze dla sieci. Oparl sie przy tym na slowach guru usability Jacoba Nielsena o tym jak uzytkownicy czytaja tresc online i… zrobil wszystko zle.

Wydawaloby sie, ze zachowano wszystkie doradzane przez Nielsena kroki, ale niestety popadl w dziennikarskie skakanie po watkach i przedawkowal ilosc bolda i to zabilo cala przyjemnosc i korzysc.

Dla wytrwalych ciekawa lektura i nauka.